Szanowni Państwo,
To miejsce przeznaczone jest do komentowania
konferencji zarówno przez jej uczestników, jak i osoby, które w konferencji nie
brały udziału.
Będziemy się starać przedstawiać na tej
stronie ewentualne odniesienia do konferencji, jeśli uda nam się natrafić na
takie w sieci.
Oprócz sprawozdania przygotowanego przez organizatorów
ukazało się skrócone sprawozdanie pomysłu Pani Ewy Rozkosz. Znaleźć je można na
stronie:
http://www.kolosbp.wroc.pl/2010_9_8-10_12konferencja.pdf
Teksty niektórych wystąpień i prezentacji znaleźć można
na stronie:
http://www.slideshare.net/12KonferencjaBWSN
15 września na stronach blogu
Stefana Kubowa ukazał się natępujacy tekst:
![]()
Tydzień temu o tej
porze byłem w Wielkiej Wsi (a nie, jak pisałem wcześniej w Nowej Wsi) na
dorocznej XII konferencji organizowanej przez Sekcję Bibliotek Niepaństwowych
Szkół Wyższych SBP. Do tej pory gospodarzami były biblioteki. Tym razem do
zajazdu "Krystyna" przy drodze Olkusz-Kraków, gdzieś w połowie tej
drogi zaprosiła nas Firma księgarska Wiesława Juszczaka, wieloletni nasz
dostawca i sponsor kolejnych konferencji.
Pod moim adresem wielokrotnie kierowano obawy, czy to będzie konferencja
naukowa, czy tylko pretekst do biesiadowania, wszak firma jako sponsor była
zwykle hojna, a jej właściciel gustuje w dobrych trunkach i zna się na nich.
Zwłaszcza na francuskich winach.
Tymczasem, przynajmniej w mojej ocenie, ale także z rozmów z uczestnikami
wynika, że nie jestem w niej odosobniony, że była to naukowo jedna z
najlepszych, jeśli zgoła nie najlepsza konferencja. Organizacyjnie zresztą
też.
Dobrym pomysłem było "skoszarowanie" uczestników w jednym miejscu,
z dala od pokus natury towarzyskiej czy komercyjnej. Jeszcze lepszym było
skupienie się na dyskusji wokół tematów wiodących dla każdej sesji, po
wprowadzeniu wygłoszonym przez kogoś z dorobkiem naukowym lub/i
organizacyjnym. W dyskusji można było wypowiedzieć się spontanicznie bądź w
formie przygotowanej wcześniej prezentacji.W
rezultacie były i żywe dyskusje, na które było dużo czasu, i interesujące
prezentacje nawiązujące do tematów poszczególnych sesji.
Sesje zaś poświęcone były zagrożeniom dla bibliotek akademickich niesionym
przez nowe media (dr Artur Jazdon), roli tych bibliotek w warunkach eksplozji
informacji (prof. Wiesław Babik), standaryzacji bibliotek (mgr Jacek Radwan)
oraz potrzeby rozszerzenia dostępności bibliotek akademickich dla możliwie
szerokich kręgów użytkowników (ja). Ogólny tenor dyskusji błyskotliwie
podsumował prof. Babik: zbliżamy się do końca akademickich bibliotek
tradycyjnych, ale jednocześnie tworzy się przyszłość dla bibliotek opartych
na nowych mediach, dalece bardziej przy tym otwartych na użytkowników i
odpowiedzialnych za ich edukację informacyjną.
Na początek organizatorzy zapewnili uczestnikom ucztę intelektualną, jaką
wydał prof. Franciszek Ziejka. Przez ponad godzinę zajmująco opowiadał on,
jak od zakwestionowania domniemanego do tej pory autorstwa Karola Estreichera
idei sprowadzenia na Wawel prochów Adama Mickiewicza doszedł do wielce
prawdopodobnego sprawstwa dzieła przez Mikołaja Akielewicza.
Autor zawarł tu wiele dygresji, anegdot, ale przede wszystkim ukazał warsztat
historyka. A przy okazji, już poproszony o uchylenie rąbka tajemnicy,
opowiedział o kulisach pochówku prezydenta Polski Kaczyńskiego na Wawelu oraz
odstąpienia od zamiaru pochowania poza decyzją kapituły fundacji b. szefa IPN
Janusza Kurtyki w powstającym dopiero Panteonie Narodowym. W pierwszej
sprawie był bezsilny, bo kard. Dziwisz złamał regułę i podjął decyzję bez
obowiązkowego w takich razach postanowienia kapituły katedralnej. W drugiej
sprawie jako członek kapituły Panteonu (w kościele Św. Piotra i Pawła w
Krakowie) zapobiegł pochówkowi. Stając się wrogiem publicznym krakowskich
działaczy PiS.
Sala słuchała całej opowieści w skupieniu, a potem uczestnicy konferencji
wykupili wszystkie książki autora, opatrzone jego autografami, sprowadzone
przez organizatorów konferencji.
Nie byłem specjalnie zadowolony z mojego wprowadzenia do dyskusji, gdyż przy
mojej wadzie wzroku nie mogłem skoordynować pokazu kolejnych slajdów z
zaglądaniem w przygotowany tekst do wygłoszenia. Do patrzenia na slajdy potrzebne
mi były bowiem okulary, a do zaglądania w notatki musiałem je zdejmować. A że
w jednej ręce trzymałem te notatki, a w drugiej mikrofon, musiałem mieć cały
czas okulary na nosie i niewiele z tych notatek skorzystałem. W
rezultacie pominąłem parę wątków, do których jednak wróciłem już w dyskusji.
Ale potem byłem komplementowany, że było bardzo dobrze. Za to bardzo dobrze
zaprezentowały się pracownice naszej biblioteki, Ewa Rozkosz i Magda
Karciarz.
Mogę więc być dumny, bo żadna inna uczelnia nie była tak licznie na
konferencji reprezentowana i nie miała aż trzech prezentacji. A
nie mogła przyjechać jeszcze czwarta nasza przedstawicielka Gosia Podgórska
ze swoją prezentacją. No, ale mamy szczęście pracować w uczelni, która stawia
na rozwój naukowy pracowników, a ja chyba umiem inspirować w tym kierunku
młodych pracowników i pobudzać ich ambicje.
Były też atrakcje innego rodzaju: spacer do Groty Łokietka i Bramy
Krakowskiej (jakieś 5 km w jedną stronę), bankiet z tańcami pierwszego
wieczora oraz pieczenie kiełbasek w ognisku i grill drugiego. A tym, którzy
zdecydowali się zostać na trzeci wieczór organizatorzy zostawili antałek
dobrego wina. Jednak przed jego spożyciem pojechaliśmy do Krakowa, żeby napić
się kawy w Jamie Michalika, a stamtąd przejść się na Kazimierz. Tam byliśmy
na przemawiającej do wyobraźni wystawie fotogramów przedstawiających życie
polskich Żydów w latach trzydziestych na Kresach wschodnich.
Ale są i powody do zadumy. Co roku coraz więcej uczelni niepaństwowych
uniemożliwia swoim bibliotekarzom udział w konferencjach, nawet gdy zgłaszają
referaty i są one akceptowane przez organizatorów. Tym razem to zjawisko się
pogłębiło. Spada też początkowy zapał do organizowania dorocznych
konferencji. Tym razem do tego stopnia, że wyjechaliśmy bez wiedzy, gdzie (i
czy) spotkamy się za rok.
A w sobotę czeka mnie, nie tylko jako uczestnika, ale i w pewnym sensie
organizatora czy gospodarza, zjazd koleżeński mojego rocznika studiów. Będzie
nas ok. 20. Niestety, trzy osoby już nie żyją. Nie wiem czy słusznie
przystałem na propozycję kolegi, żeby miejscem kolacji była restauracja
wietnamska. Kuchnia świetna, sprawdzałem, ceny umiarkowane, ale czy wszystkim
się to spodoba? Dowiem się na miejscu.
![]()